|
Po takim "występie", jak niedzieln a potyczka z Zawiszą Sienno piłkarze Prochu przez najbliższe 2 tygodnie na treningach powinni pracować jedynie nad skutecznością. Goście nie stworzyli sobie nawet pół sytuacji na zdobycie gola. Przez całe 90 minut nie oddali groźnego strzału na bramkę Sebastiana Michałka. Bronili się długimi fragmentami w 8, wykopywali na auty, symulowali kontuzje, grali na czas. Robili wszystko, aby wywieźć remis z Pionek. Udało im się, a za 3-4 tygodnie wszyscy zapomną o stylu w jakim to zrobili.
Proch - Zawisza Sienno 0-0
Galeria
Spotkanie rozpoczęło się dokładnie z 14-minutowym opóźnieniem. Wszystko przez drobną kolizję samochodu, którym jechała na mecz część piłkarzy Zawiszy. W tym aucie był m. in. bramkarz Dariusz Pisarek. Ostatecznie sędziowie zezwolili brakującym zawodnikom się rozgrzać i opóźnili mecz.
Po kilkuminutowym okresie wyrównanej gry Proch zaczął zyskiwać coraz większą przewagę. Brakowało tylko jednej, ale za to najważniejszej rzeczy - SKUTECZNOŚCI. Dwukrotnie z dystansu próbował Bartek Michalski a piłka o centymetry przelatywała nad poprzeczką. Karol Gębczyk strzelał dobrze, ale za lekko i wprost w środek bramki. Łukasz Glista spoza pola karnego nad poprzeczką. Piłka raz wpadła do siatki Pisarka po trafieniu Mateusza Szczepańskiego. Szkoda tylko, że sędzia liniowy pokazał pozycję spaloną.

Wszystkich przebił jednak Karol Klimowicz. Sam nie wie, jak z 2 metrów będąc przez nikogo nie atakowanym mógł tak fatalnie spudłować. Zamiast lekko i precyzyjnie, huknął z całej siły i futbolówka o dobrych kilka metrów minęła bramkę.
Jedyne zagrożenie jakie stwarzała Zawisza było wynikiem błędów naszej obrony. Nawet w takich sytuacjach nie potrafili wiele zrobić. Cieniem siebie był Artur Rożek. Gubił piłkę, nie potrafił przyjąć prostych zagrań, nie wychodził na pozycję. W przerwie zmienił go Mariusz Wójcik.
Druga część spotkania to już absolutna dominacja Prochu. Ekipa z Sienna nie była w stanie nic zrobić. Ponad ich siły było sprowokowanie jakiegokolwiek zagrożenie w naszym polu karnym. Z tej przewagi nic jednak nie wynikało. Było kolejne sytuacje, ale niemiłosiernie partaczone przez kolejnych futbolistów biało-zielonych.
Zaraz po przerwie w świetnej sytuacji znalazł się Łukasz Glista i z 7 metrów strzelił za lekko i wprost w bramkarza. Swojego dnia nie miał Szczepański. To co wyprawiał w polu karnym, nie da się opisać. Marnował okazje sam na sam, kopał za lekko, wprost podając piłkę w ręce Dariusza Pisarka. Raz Zawiszy pomógł słupek po strzale Szczepańskiego a po uderzeniu Skalskiego z 7 metrów obrońcy wybijali futbolówkę z linii.

to było w niedzielę ulubione zagranie Zawiszy
Ostatnie minuty to już rozpaczliwa obrona Zawiszy. Wybijali byle dalej. Często po autach lub z dużego palca. "Wylegiwali" się na murawie, symulowali kontuzje, grali na czas.
Grający trener Łukasz Glista poszedł na całość i wpuścił na boisko wszystkich graczy ofensywnych, jakich miał. Nie pomogło.
Ktoś, kto nie był na tym meczu może pomyśleć, że to był pojedynek dwóch równorzędnych rywali. Tak absolutnie nie było. Szkoda jedynie, że po tygodniu, dwóch o tym zapomnimy. Beniaminek z Sienna wraca do domu zadowolony a nam po raz kolejny przechodzi przełknąć gorzką pigułkę.

Proch: Michałek - Kołodziejczyk, Żak, Klimowicz (68 Jurczak), Molga - Skalski (63 Kozicki), Hajduk (76 Sałek), B.Michalski, Gębczyk - Glista, Szczepański (83 K.Michalski)

Zawisza: Pisarek - G.Wójcik, Kamiński, Dudek, Sitek (54 Buczkowski) - Rogala, S.Klaus, Bańcerowski, Cieśla - Rożek (46 M.Wójcik), Pucułek (88 Lenart)
sędzia: Józef Gałecki
widzów: około 250
kartki: Hajduk, Molga - Bańcerowski


JaW, 22-08-2010, odsłon: 791 |