|
Specyfika pracy w Prochu. Wzmocnienia pod kątem gry w IV lidze.
Nowa taktyka na rundę wiosenną. Ocena poczynań naszych rywali. To główne tematy pierwszej części wywiadu z trenerem drużyny seniorów, Łukaszem Glistą.
- Obserwujesz może, co się dzieje w innych klubach. Każdy szuka jakichś nowych zawodników, którzy będą wzmocnieniami. Co wtedy myślisz?? Niech się wzmacniają, my mamy dobrą kadrę i im dokopiemy? Czy może - "Szkoda, że nie zagrają u nas. Przydaliby nam się ci ludzie."
- Nie ukrywam, że teraz jest już po okresie przygotowawczym i po okresie, kiedy można było kogoś załatwiać. Rozmawiałem z Karolem Żakiem, Danielem Grymułą i Wojciechem Gędajem. Powiem może, jaka jest sytuacja. Karol Żak nie trenowałby w ogóle, bo studiuje w Lublinie. Przyjeżdżałby tylko na mecze. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że pozostali chłopcy trenują po pięć razy w tygodniu i nie grają a on gra. Daniel Grymuła dostał takie pieniądze w Skaryszewie, których w Pionkach zwyczajnie w świecie by nie dostał. Po prostu nie miałby, kto mu takich pieniędzy dać. Z kolei Wojciech Gędaj ma pracę w szkole w Potworowie i tylko to go tam trzyma. Nie taki klub jak Proch chciał go zwerbować do siebie, tylko wiele innych drużyn. U niego ultimatum jest praca w szkole. Na chwilę obecną takiej pracy w Pionkach nikt mu nie zaoferuje.
Nazwiska, które wymieniłem to naprawdę dobrzy i cenieni piłkarze. Nie uważam jednak, żeby byli nam potrzebni akurat teraz. Przyjdzie czas, kiedy powalczymy o wyższe cele i wówczas wrócimy do tematu. Z tym składem personalnym, który mamy obecnie nie grozi nam ani spadek ani awans.
- Oglądając rywali w okręgówce masz jakichś piłkarzy, których byś chciał widzieć w Prochu?
- Uważam, że większość piłkarzy w regionie radomskim gra tylko i wyłącznie dla pieniędzy. Idą tam, gdzie dają więcej. Aby myśleć o jakichś wzmocnieniach potrzebujemy zatwierdzonego budżetu i środków finansowych, które takich piłkarzy mogłyby przyciągnąć. Aczkolwiek nie wiem czy bylibyśmy zadowoleni z takiej armii zaciężnej. Spójrzmy chociaż na sytuację jaka panuje obecnie w Zwoleniance Zwoleń. Nie wiem, co jest lepsze. Zbudować drużynę i wiedzieć, na kim można polegać? Czy ściągnąć ludzi z zewnątrz a gdy zabraknie pieniędzy wszyscy odejdą, co wtedy, kto będzie grał?
- Zdajesz sobie jednak sprawę, że obecna drużyna nie jest w stanie zawalczyć o 4 ligę. Tak czy inaczej od tematu wzmocnień nie uciekniemy.
- Może i obecna drużyna nie jest w stanie dać nam awansu. Weźmy tylko pod uwagę, że z tego składu będziemy mieć w przyszłości 20-21-letnich piłkarzy, którzy będą stanowili o sile tej drużyny. Złapią ogrania i doświadczenia. Popatrzmy nawet na wyniki letnich i zimowych sparingów a dostrzeżemy dużą różnicę na plus. Przecież tu nikt nie doszedł i grają ci sami ludzie. Jeżeli będziemy myśleć o awansie oczywiście, że poszukamy piłkarzy, ale tylko takich, którzy tą drużynę realnie wzmocnią. Nie będą traktowali Prochu jako łatwej maszynki do zarabiania pieniędzy. Nie ukrywam, że mam głowie kilka nazwisk w kontekście wzmocnień Prochu. W czerwcu o takie transfery będzie łatwiej, niektórym będą przecież kończyły się umowy. Mam parę asów w rękawie i kto wie, czy w wakacje nie będzie tutaj zaskoczenia.
- Trenujecie pięć razy w tygodniu, nie możecie na nic narzekać. Proch jest naprawdę dobrze zorganizowanym klubem i piłkarzom niczego nie brakuje. A potem przychodzi runda i przegrywamy mecze z drużynami z łapanki, które odstają od nas pod każdym względem. Co wtedy można powiedzieć?
- Ja tylko zapytam. Co może powiedzieć Orzeł Wierzbica? Zainwestował w stadion, w odżywki, piłkarzy, trenera z pierwszoligową przeszłością. Przecież oni byli murowanym kandydatem do awansu a przegrywają u siebie z Powiślanką Lipsko i remisują z nami w Pionkach 2-2. Dlaczego akurat my jesteśmy stawiani w takiej roli, że Proch musi wszystko wygrywać i zwalać innych na kolana? Niektóre mecze pokazały, że naszą drużynę naprawdę stać na wiele. Myślę, że najbardziej na krytykę narażony jestem ja. Wymyśliłem taki a nie inny cykl szkolenia. Chciałbym zaszczepić tym zawodnikom, chociaż pigułkę profesjonalizmu. Uważam, że z naszym zespołem po odpowiednich wzmocnieniach uda nam się coś osiągnąć.
- W takim razie, jaka jest przyczyna tego, że z 15 spotkań jesienią wygraliśmy tylko 5?
- Nasza drużyna jest bardzo młoda. Główną cechą młodości jest nieprzewidywalność. Oni potrafią w każdym momencie zaskoczyć. Przegrać z ostatnim Oskarem i stracić dwie bramki i z liderem Polonią i stracić trzy bramki. A były to jedyne dwa mecze, które przegrywaliśmy różnicą większą niż jeden gol. Analizując dalej można powiedzieć, że 12 punktów straciliśmy na własne życzenie. Było kilka meczów, w których prowadziliśmy 2-1, mogliśmy zdobywać kolejne gole a ostatecznie kończyło się remisami 2-2. Jesienią przegraliśmy 5 spotkań, ale nie były to jakieś druzgocące porażki. Dzięki temu wiem, jakie popełniliśmy błędy i co powinniśmy poprawić. Wolę coś powoli budować i iść w jednym kierunku.
- To, jaka jest różnica między nami a Polonią Iłża czy Powiślanką Lipsko. Oni są w czubie tabeli a my mamy 10 miejsce.
- Moim zdaniem tylko szczęście. Na pewno nie umiejętności. Polonia Iłża na każdy mecz wychodzi z założeniem, że musi go wygrać i nie ważne, w jakim stylu. Tylko nikt się nie zastanawia w Iłży, co im da to, co robią teraz? Jasne awansują. Tylko, co potem? Jeden krok do przodu i trzy w tył. Dlaczego w Pionkach każdy czeka na awans a przez tyle lat nie robił nic w tym kierunku, żeby ten awans zdobyć? Z zawodników, których ja spotkałem w Pionkach nawet jeden nie przejawiał umiejętności do gry w wyższej lidze.
- Czujesz coś takiego, że Proch Pionki to troszkę inny klub niż wszystkie w okręgówce?
- Przede wszystkim różnimy się od innych klubów tradycją. Proch istnieje ponad 80 lat i coś w tym mieście można byłoby stworzyć. Pionki są przecież porównywalne ze Zwoleniem, Warką, Szydłowcem czy Białobrzegami. Każdy uważa Pionki za miasto i chciałby, żeby było tak traktowane. A czasem zachowujemy się jak w Zajezierzu, Sieciechowie, Gniewoszowie. Mówią tutaj o podejściu części kibiców do piłkarzy. Z jednej strony wszyscy chcą awansu a z drugiej mówią, grajmy swoimi! To tak jakby ktoś chciał kijem zawrócić rzekę. Nie da się pewnych rzeczy zrobić. Ja też nie jestem w stanie zbudować drużyny w pół roku. Miło jest patrzyć na zaangażowanie tej drużyny, walkę, podnoszenie się nieraz z kolan. Pamiętam porażki po 0-1, głupio tracone bramki i komentarze, że ten piłkarz był na imprezie itd.
- Jesienią nie trenowałeś, grałeś słabo. Teraz po miesiącu treningów wchodzisz do drużyny i znów jesteś najlepszym strzelcem. Masz 9 goli w sparingach a pozostali napastnicy po 2-3. To nie jest powód do zmartwień?
- To tylko pokazuje, że Prochowi brakuje doświadczonych piłkarzy. Piłkarzy, którzy dla tej młodzieży będą partnerem i kolegą. A nie takich, którzy po meczu skasują pieniądze, zapakują się w samochód i pojadą do domu. Musimy stworzyć kolektyw, atmosferę a wówczas zrobimy kolejny krok do przodu. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Ja nigdy nie mówiłem, że jak wprowadzę inne metody treningowe, zmiany taktyczne, których ludzie z trybun nawet nie rozumieją, to od razu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Proch stanie się świetną ekipą.
- Porozmawiajmy o personaliach. Adrian Matysiak?
- Nie chcę tego mówić na zasadzie, że on nie trenuje. Ma takie a nie inne podejście do piłki i moim zdaniem jest to spowodowane pewnymi przyzwyczajeniami. Każdy pamięta rundę jesienną. Dużo mieliśmy zastrzeżeń do gry Adriana. Na tą pozycję jest sprowadzony młody Sebastian Michałek. Wzmocni on konkurencję w bramce albo zwyczajnie ktoś rzuci ręcznik i nie podejmie rywalizacji.
- Bartek Kozicki? Było dobrze a jest słabiutko.
- Nie wiem, co się z nim dzieje. Nie wiem czy spowodowana jest jego słabsza postawa. Czy są to może jakieś kłopoty, o których mi nie mówi? Może spaliły go te testy w Koronie. Pojechał do Kielc i myślał, że jest super a tu trzeba dalej ciężko pracować.
- Kamil Cybulski?
- Sprawdziło się to, co mówiłem. Na poziomie tej ligi, w której gramy nie ma znaczenia, że ktoś rok nie grał. Będzie silnym uzupełnieniem środka pomocy. Wprowadzi jakość, uspokoi grę, będzie dużym odciążeniem dla Bartka Michalskiego.
- Od wiosny wracasz do gry. Grający trener w linii ataku. Nie będzie Ci to przeszkadzało w obserwacji swojej drużyny?
- Pewne rzeczy powiedzieliśmy sobie w szatni. Będę chciał, żeby było to realizowane na boisku. Będziemy robili dłuższe odprawy, każdy będzie miał indywidualnie omówioną swoją pozycję na boisku i będzie musiał wywiązać się z zadań, które zostaną mu przekazane. Nie jest powiedziane, że będę grał w ataku. Wiosną planuję grać nowym systemem, którym chyba nikt nie gra na poziomie okręgówki. 1-4-2-3-1 z jednym wysuniętym napastnikiem, dwoma defensywnymi zawodnikami w środku pomocy.
- Masz już w głowie skład na pierwszy mecz z Legionem?
- Mniej więcej się już wyklarował. Wiele zmian nie będzie. Gdyby wszyscy byli zdrowi na pewno miałbym spory ból głowy. Cieszy mnie, że zmiennicy coś do tej drużyny wniosą. Z niektórych dało się wykrzesać więcej niż sami w to wierzyli, że mogą tak grać.
Druga część wywiadu wkrótce
JaW, 09-03-2010, odsłon: 450 |